OLED to najdroższa z popularnych technologii matryc — i zarazem ta, wokół której narosło najwięcej mitów. Sprawdźmy, co realnie kupujesz, dopłacając do OLED zamiast QLED.
Co w praktyce daje OLED
W OLED każdy piksel sam emituje światło i sam się wyłącza — bez osobnego podświetlenia jak w LED/QLED. Dzięki temu czerń jest tu dosłownie brakiem światła, nie przyciemnionym podświetleniem, a kontrast jest praktycznie nieskończony. W ciemnym pokoju, przy filmach i grach z dużą ilością cieni, różnica względem nawet dobrego QLED jest wyraźnie widoczna gołym okiem — bez rozjaśnionych „halo” wokół jasnych obiektów na czarnym tle, typowych dla podświetlanych matryc.
Kiedy QLED (albo Mini LED) wystarczy
OLED ma jedną, dobrze znaną słabość: niższą jasność szczytową niż dobre Mini LED, co w bardzo jasnym pokoju, z dużym oknem wprost na ekran, może dawać gorszy efekt niż jasny QLED. Jeśli telewizor stoi w słonecznym salonie i ogląda się go głównie za dnia, QLED albo Mini LED — poza tym, że tańsze — może w tym konkretnym warunku wypaść praktycznie lepiej, nie tylko taniej.
Ile to realnie kosztuje
Dopłata do OLED bywa spora i mocno zależy od rozmiaru. Zobacz ten konkretny model OLED w JakiTV — porównasz go z podobnym rozmiarem QLED, sprawdzisz historię cen z ostatnich tygodni i realne oferty z trzech sklepów naraz (Media Expert, Euro RTV AGD, x-kom), więc od razu wiesz, gdzie i kiedy warto kupić.
Podsumowanie
- Ciemny lub średnio zaciemniony pokój, kino domowe, gry — OLED da najlepszy możliwy kontrast i czerń.
- Bardzo jasny pokój, dużo światła dziennego wprost na ekran — jasny QLED/Mini LED może wypaść lepiej, nie tylko taniej.